Paskudne odczucia potęguje przejście podziemne przywodzące na myśl "Dzieci z dworca ZOO". Bo jak baby ze swoimi dylematami rodem ze sklepu obuwniczego staną się bardziej męskie od nas, to ja się wyprowadzam na Marsa. Właściwie nie wiem czemu piszę te głupoty skoro powinienem iść właśnie do fryzjera i kuć na sesję. Mój biologiczny umarł kiedy miałem półtorej roku i jedyne co mi po nim zostało to nazwisko, zdjęcia, wygląd i zakola na głowie, które zmusiły mnie do ścięcia hodowanych kilka lat włosów. Nazwijmy go Małpką Czitą.Otóż rzeczona Małpka Czita, aby zaskarbić sobie sympatię pryncypałów, z dumą w sercu, uśmiechem na twarzy i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zrobi wszystko, o co idole ją poproszą.Piszę o tym, gdyż mam do czynienia ostatnio z ekipą typowych bananowców, dzieci z wybitnie niekorzystnym dla otoczenia współczynniku kieszonkowe/mózg, robiących wokół siebie wiele nikomu niepotrzebnego szumu. O tak, to była jedyna istota bez chromosomu Y, z którą mógłbym się ożenić. Bardziej do wystawnego balu czy ekskluzywnego salonu.